Czego nauczyłam się na Speaking Circles®

To również wyraża nasz szacunek do odbiorcy – jeśli go nie masz, to nie wychodź na scenę.

W związku z tym, że czasami zdarza mi się występować publicznie i w związku z tym, że nie zawsze z tych występów jestem zadowolona (wolę już nie myśleć o biednych odbiorcach) zapisałam się na warsztat o wystąpieniach publicznych Speaking Circles®. Pomyślałam, że warto doszlifować technikę wystąpień.
I gdybym uznała, że ta technika jest faktycznie najistotniejsza, to pewnie byłabym rozczarowana. Okazało się jednak, że istotą tego warsztatu było coś bardziej cennego – nawiązywanie i utrzymywanie autentycznego kontaktu z publicznością. Czego się zatem nauczyłam?

1. Każdy z nas ma naturalne pragnienie bycia dostrzeżonym i przyjętym – takim, jaki jest. Nawiązywanie i utrzymywanie kontaktu z publicznością to w istocie nawiązanie kontaktu z każdą pojedynczą osobą, która tę publiczność tworzy. Nie ma kontaktu z grupą, jeśli każdy jej uczestnik nie czuje, że mówimy do niego i że go widzimy. To również wyraża nasz szacunek do odbiorcy – jeśli go nie masz, to nie wychodź na scenę.

2. Skoro dostrzeganie, to oczywiście musimy użyć wzroku – i tu okazuje się, że spojrzenie może być łagodne, bezpieczne dla drugiej osoby, ale też można patrzeć tunelowo, co „oglądany” odbiera jak ocenę i rzecz jasna nie czuje się zbyt komfortowo. To może początkowo stanowić wyzwanie. Technicznie jest łatwe, jeśli tylko Twoje nastawienie do drugiej osoby jest pozytywne. Pomyślałam, że to może działać też w drugą stronę. Jeśli Twoje nastawienie nie jest najlepsze, to spójrz na drugą osobę łagodnym, rozproszonym wzrokiem, a może dostrzeżesz kogoś innego, niż wcześniej zakładałeś.

3. Aby mieć autentyczny kontakt z drugą osobą trzeba być otwartym na bycie dostrzeżonym, na pokazanie siebie takimi, jakimi jesteśmy. I to dopiero może być wyzwanie. Dla mnie jest. Jednak jakość kontaktu rekompensuje podejmowane ryzyko!

4. Utrzymywanie autentycznego kontaktu wzrokowego z innymi ludźmi w codziennych sytuacjach nie jest ani powszechne, ani łatwe – wymaga treningu. Nie łudź się, jeśli nie będziesz ćwiczyć na co dzień, to przed publicznością nie będziesz nagle tego mieć. Chyba, że uznasz to, za kwestię techniczną, ale wtedy to dopiero może być katastrofa.

5. No i oczywiście nawet najlepszy kontakt nie zastąpi merytorycznego przygotowania. Jednak jeśli wiesz, co chcesz powiedzieć, to bardzo staranny dobór słów nie jest tak ważny, jak utrzymywanie kontaktu z odbiorcami. Właśnie ostatnio w swoim newsletterze Monika Górska przypomniała mi przypowiastkę Sokratesa o przesiewaniu tego, co chcemy wyrazić przez 3 sita. Te sita to: Prawda, Dobro, Pożyteczność. Sokrates miał powiedzieć – „Jeżeli to, co pragniesz wyjawić, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani pożyteczne, wolę nic o tym nie wiedzieć. A i tobie radzę, żebyś o tym zapomniał…”

Za zorganizowanie i propagowanie Speaking Circles® dziękuję Tomkowi Zawadzkiemu z Mind Sonar Polska. Za autentyzm i mistrzostwo w poprowadzeniu warsztatu dużo wdzięczności dla Jennet Burghard.

I jeszcze jedna refleksja.
Autentyczność staje się towarem deficytowym. Tak jakbyśmy uznawali, że bycie autentycznym to za mało, że przecież inni oczekują czegoś więcej, że lepiej być atrakcyjnym niż autentycznym, że lepiej grać dobrze wyuczoną rolę niż być sobą. Temu sprzyja modny ostatnio kierunek doradczo-coachingowy pod szyldem „jesteś marką”. Niestety chcąc się lepiej sprzedać na rynku pracy czy towarzyskim robimy z siebie towar. A towar to produkt, który albo jest modny, albo odstawiony na najniższą półkę (w sumie to, to samo, co na najwyższą w sytuacji towaru!), albo na czasie, albo przeterminowany… Może jednak czasem lepiej nie dostać tej oferty dla dobra swojego i pracodawcy?Może czasami lepiej dla nas nie być w danym kręgu?

Może więc warto postawić na własną autentyczność, nawet kosztem naszego wizerunku?

 


Następny wpis:


© 2014 Ewa Schabek supported by all visual